Historia pewnej deski

(i czterech kółek na dodatek)

Renata Racinowska, 04 kwietnia 2019

Spójrzmy prawdzie w oczy – to nie mogło się udać. Nikt chyba nie wierzył, że dzieło zostanie ukończone (nikt, nie licząc Heleny, Adama, Poli i Ignacego oczywiście).

Zacznijmy jednak do początku.

W środy grupy 1-3 mają tak zwane “projekty”. Żeby nie przynudzać krótko powiem, że w środy uczniowie sami decydują nad czym, z kim i jak długo będą pracować. Pracę tę planują, plan realizują, a potem wszystkim owoce tej pracy prezentują. Ot co.

Pewnej środy w naszej sali pojawiła się deska, tak mniej więcej wielkości metr na dwa. Już nie pamiętam, kto tę deskę przyniósł do szkoły – chyba Adam, ale głowy sobie uciąć nie dam. Pamiętam za to, że deska ta była wyposażona w kółka. Cztery. Cztery małe kółka, takie jak mają na przykład szafki, kiedy są szafkami na kółkach właśnie. Grupa złożona finalnie z Adama, Heleny, Poli i Ignacego (po drodze następowały w składzie jakieś przetasowania i zmiany – przepraszam za mą pamięć, zaczyna mnie czasami zawodzić) oznajmiła, że z deski na kółkach powstanie pojazd, a konkretnie limuzyna GO

Było to jakoś na końcu poprzedniego lub początku tego roku – dzieciaki wypełniły kartę projektu i wzięły się do pracy. Niewątpliwie deska i przymocowane do niej kółka były dobrym początkiem, limuzyny jednak same w sobie nie czyniły. Pomysłodawcy ustalili, że potrzebne będą poduszki, żeby się dobrze w limuzynie siedziało i światła, żeby limuzyna była widoczna na trasie. Żeby na owe akcesoria zarobić dzieci zaplanowały kiermasz. Ustalono, co, kto i za ile i po niedługim czasie nasi dzielni uczniowie stanęli za ladą, żeby zarobić na poduszki i światła.

Mała Dygresja – w Sparku zdarza się dość często (nie mylić z “codziennie”), że dzieciaki organizują kiermasz, żeby zarobić na postawiony sobie cel. Na takim kiermaszu najczęściej pojawiają się domowe wypieki, sałatki czy koktajle owocowe. Wszystkie chwyty dozwolone pod warunkiem, że kiermasz zostanie zaakceptowany przez dorosłego opiekuna i że nie sprzedaje się tam kupionych wcześniej, gotowych słodyczy.

Udało się. W zakupie poduszek i lampek osobiście uczestniczyłam, użyczając drużynie swojego konta Allegro i swojej pomocy. Zamówione towary przyszły zgodnie z planem i ….. i nastąpił zastój. Deska na kółkach po pewnym czasie całkiem naturalnie zaczęła być traktowana jak część umeblowania sali. Wystarczyło przesunąć ją stopą w lewo, żeby dostać się do półki z książkami – żaden problem. Można było swobodnie postawić ją pionowo pod ścianą, jeśli potrzebne było więcej miejsca. Poduszki i światła zadomowiły się w szafce – całkiem wygodnie tym lampkom na poduszkach było. Dzieciaki cały czas utrzymywały, że tak, limuzyna powstanie, muszą tylko wybrać się z rodzicami do jakiegoś Liroy Castoramy, żeby zakupić potrzebne części. Nie, nie – nie zrezygnowali z pomysłu, po prostu termin premiery nieco się przesunie, żaden problem.

I tak mijał tydzień za tygodniem. Z zimy zaczęła robić się wiosna, aż dziw, że deska nie zakwitła kwieciem wiosennym. I może tego było trzeba dzieciakom, może zima trochę ich uśpiła i trzeba było wiosennego powiewu, żeby projekt Limuzyna Go ruszył dalej. Bo – o dziwo! – ruszył. W drugiej połowie marca na środowych projektach pojawił się tata Heleny i powiedział, że zabiera cały zespół na dwór, żeby wykonać roboty stolarskie w temacie limuzyny. Podobnie po tygodniu – ten sam tata, ta sama drużyna i znowu praca poza salą, żeby spokojnie i bezpiecznie móc używać różnych narzędzi. Przechodziłam obok tego warsztatu raz czy dwa razy i powiem, że podobało mi się to, co widziałam.

Obraz, com go widziała: wszyscy w pozycji siedzącej, jedni na podłodze, inni przy stole. Dziewczyny robią jakieś okrągłe znaki, na których widnieje duży napis GO. Tata Heleny kieruje pracami: widzę mocowanie desek bocznych do naszej deski-weteranki, widzę przycinanie jakiejś tkaniny, sznurek widzę… Wszyscy pracują z zapałem, jakiego często w szkołach dzieciom brakuje.

Plotka niosła się szybko.

  • Podobno dzisiaj limuzyna będzie skończona!
  • Widzieliście, jaką fajną limuzynę zrobili?
  • Ej, nie patrzcie! Ma być niespodzianka!

Tymczasem Alicja, Dagmara i ja próbowałyśmy szybko (bez paniki, tylko bez paniki) stworzyć plan, który po pierwsze nie zgasiłby zapału dzieciaków i po drugie zapobiegłby dzikiej jeździe limuzyny po szkole. Trzeba jakieś zasady ustalić! Muszą się ich trzymać! A może na dworze by jeździli? Co robić? Co robić? Co…..?

– Jesteśmy gotowi – mówi Helena, a uśmiech widać na całej jej twarzy: śmieją się jej oczy,  policzki, usta, nawet brwi Heleny są podekscytowane – Możemy prezentować pierwsi? Na sygnał dany przez Helenę do sali wjechała limuzyna ciągnięta przez Adama. W pojeździe siedzieli Pola i Ignacy. Nie będę opowiadać, jak świetnie limuzyna jest zrobiona – po prostu wstawię tutaj zdjęcie.

Jednak nie wygląd limuzyny, a prezentacja dokonana przez zespół sprawiła, że paniom ĄĘ nauczycielkom szczęki poupadały. 

Dzieciaki pomyślały o wszystkim.

  1. Będą przystanki, na których limuzyna będzie się zatrzymywała.
  2. Maksymalnie mogą nią jechać dwie osoby.
  3. Prowadzona będzie powoli i bez driftowania.
  4. Nie wolno wyciągać rąk i nóg poza barierki, bo jest to niebezpieczne.
  5. Kto będzie łamał zasady bezpieczeństwa, dostanie bana na jazdy.
  6. Zaparkowanej limuzyny nie wolno ruszać – mogą nią kierować tylko wyznaczone osoby.
  7. Trasa jest wyznaczona – zaznaczymy ją linią, żeby było wiadomo, którędy może jechać.
  8. Jak będzie dużo ludzi na korytarzu, to “limuzynowi” poczekają, aż tłum się rozrzedzi.

Zasady. Sami ustalili zasady, jakimi będą kierować się podczas używania limuzyny GO. Niewiarygodne!

Spójrzmy prawdzie w oczy – to nie mogło się udać. Transport wewnętrzny w szkole? A jednak. W Sparku od paru dni kursuje limuzyna GO. Każdy, kto chce skorzystać, musi poczekać na przystanku – pełna kultura. Limuzyna jeździ powoli, zgodnie z przepisami. Do tej pory nie było żadnego wypadku, żadnej kłótni, nie odnotowano też bezprawnego ruszania pojazdu. Zasady ustaliły same dzieci – założę się, że dlatego właśnie działa to tak dobrze, jak działa.

Kto by pomyślał…

Renata Racinowska – od sierpnia 2018 roku pracuję w Spark Academy z grupą 1-3. Będę pisała tutaj regularnie (i z przyjemnością) o swoich obserwacjach, przemyśleniach i doświadczeniach w pracy ze “Sparkowcami” – zarówno tymi młodszymi, jak i starszymi. Mam w planie miło spędzać tutaj czas i Państwa też do tego namawiam. Bez zbędnego przedłużania – po prostu zapraszam 🙂

wróć