Let’s talk…

Renata Racinowska, 07 marca 2019

Dzień dobry 🙂 Mają Państwo chwilkę? Chciałabym trochę pogadać, a nie bardzo mam z kim. Syn zajęty własnymi sprawami, mąż poszedł z psem na spacer, a siostra mieszka 100 km ode mnie. Fakt, mogłabym zadzwonić, ale tak w niedzielę, w porze obiadowej to jakoś nie mam śmiałości. To co – pobędą Państwo trochę ze mną?

Bo komuś muszę o tym opowiedzieć (tak bardzo, że nie zważam na to “bo” na początku zdania). Bo pracuję w Sparku ponad pół roku i okazuje się, że to, co podobno w szkole “niemożliwe” i “niewykonalne”, jest jednak do zrobienia!

Czy są Państwo w stanie wyobrazić sobie, że odkąd tu pracuję, nie słyszałam, żeby ktokolwiek podniósł na dziecko głos?! Naprawdę, tutaj nikt na dzieci nie krzyczy. Ja, proszę Państwa, trochę już w oświacie popracowałam i mogę się pochwalić (choć żaden to dla mnie powód do dumy) sporym doświadczeniem. Jak to mówią starzy wyjadacze: niejedno już w życiu widziałam. I jak sobie tak przypomnę to i owo, to wychodziłoby mi na to, że bez podnoszenia głosu w grupie dzieci nie da się do niczego dojść. Myślałby kto, że informacja nie dotrze, jeśli się jej nie wykrzyczy dzieciakom w twarz. Można by też odnieść wrażenie, że krzyk ma świetne właściwości wychowawcze – jak się nie krzyknie na gagatka, to nie zrozumie. I teraz, na stare lata widzę, że to wszystko nieprawda! Jestem w Sparku codziennie, nieskromnie powiem, że zmysł obserwacji mam całkiem niezły i nigdy, ani razu nie słyszałam, żeby ktoś na kogoś podnosił tutaj głos. W grupie nie pracuję sama, zawsze jest ze mną Dagmara, a czasami nawet jesteśmy we trzy. I nie wiem, czy mi Państwo uwierzą, ale ani Dagmara, ani Alicja ani razu nie krzyknęły na dziecko w grupie. A dodać pragnę, że w grupie 1-3 nie trzeba być bardzo poszukującym, żeby znaleźć powody do podniesienia głosu 😉

Jak to działa? Powiem tak – nigdy by Państwo na to nie wpadli. Otóż tutaj – godzina za godziną, dzień za dniem, miesiąc za miesiącem – tutaj ludzie ze sobą rozmawiają. I pisząc “ludzie” mam na myśli ludzi właśnie – tych od szóstego do “takiego-o-którym-się-głośno-nie-mówi” roku życia. Chciałabym, żeby Państwo mogli choć chwilę być na moim miejscu i zobaczyć, jak uczniowie i nauczyciele – razem, przy obustronnym szacunku – z sobą rozmawiają, rozmawiają i rozmawiają. Podczas takich rozmów – wiem, bo i byłam przy takich i sama uczę się takie prowadzić – każda strona może powiedzieć, jak się czuje, czego potrzebuje i jakie ma propozycje rozwiązań danego problemu. Tych rozmów jest bez liku, bo i bez liku jest doświadczeń, jakie dzieciaki mają w szkole. Powinno być oczywistym, że musi być miejsce na rozmowę o nich, prawda?

Powiedzmy sobie szczerze – o wiele łatwiej jest po prostu krzyknąć raz i drugi, rozdzielić, znaleźć winnych, rzucić kazaniem, kazać się przeprosić i przy stoliku wyciszyć. Raz i dwa, szybka akcja, w klasie mamy spokój. Ale tak między nami, jak już tak sobie rozmawiamy – do czego takie akcje doprowadzają? Co sobie myśli delikwent wyciszający się przy tym nieszczęsnym stole? Może myśli, że to niesprawiedliwe, że to on właśnie musi tam siedzieć? Może planuje akt zemsty na tym drugim jak będą sami, na boisku. A może boi się, że mama się dowie i będzie draka w domu (kto jeszcze używa tego słowa?!). Podejrzewam, że nie pała sympatią do nauczyciela – znowu okazało się, że on ma rację, bo przecież nauczyciel zawsze ma rację. I bez dyskusji.

W Sparku jest zupełnie inaczej i powiem Państwu, tak po znajomości, jak to tutaj wygląda. W sparkowych murach uczeń (nazwijmy go Piotr) może spotkać się w cztery oczy z tym, z którym ma na pieńku (niech to będzie Józek). W młodszych klasach jest przy tym nauczyciel – ale nie po to, żeby rozstrzygać, tylko po to, żeby pomagać w dialogu (nie rodzimy się z tą umiejętnością, trzeba się jej nauczyć). W miejscu gwarantującym spokój Piotr może powiedzieć Józkowi, jak się czuje z tym, co on zrobił. Podobnie Józek – mówi, jak wygląda to z jego punktu widzenia. Jeden wysłuchuje drugiego, każdy ma prawo do powiedzenia o swoich odczuciach i potrzebach. Później chłopaki szukają rozwiązań – nie kar, nie konsekwencji, ale rozwiązań właśnie. Wybierają takie, które obydwu pasuje – tutaj nie ma przegranych i wygranych, chodzi o to, żeby znaleźć rozwiązanie. I tyle.

Wydaje się, że jest to takie proste. Nie jest. Widzę, ile czasu nauczyciele poświęcają na to, żeby rozmawiać. Słyszę, jak czasami trudno jest znaleźć rozwiązanie. Czasami chęć ukarania tej drugiej osoby jest w uczniu bardzo silna – tak się przecież zawsze robiło, prawda? Podziwiam moje koleżanki i moich kolegów i chcę być taka, jak oni. Dlatego uczę się rozmawiać. Uczę się dziękować, przepraszać, ale i szukać rozwiązań. Czasami muszę tą moją staro-nauczycielską naturę powstrzymywać przed podawaniem gotowych recept na to, z czym borykają się uczniowie. Idzie mi coraz lepiej, a potknięcia i błędy staram się sobie wybaczać 🙂

I to tyle. Więcej już dzisiaj nie powiem. Dziękuję, że mnie Państwo wysłuchali. Mam nadzieję, że następnym razem też będę mogła liczyć na takie miłe towarzystwo 🙂

Renata Racinowska – od sierpnia 2018 roku pracuję w Spark Academy z grupą 1-3. Będę pisała tutaj regularnie (i z przyjemnością) o swoich obserwacjach, przemyśleniach i doświadczeniach w pracy ze “Sparkowcami” – zarówno tymi młodszymi, jak i starszymi. Mam w planie miło spędzać tutaj czas i Państwa też do tego namawiam. Bez zbędnego przedłużania – po prostu zapraszam 🙂

wróć
dalej