Kurza twarz, cz. 2

Jest to opowieść o wyższości wolnego wybiegu nad chowem klatkowym. Albo na odwrót. Uważni czytelnicy mogą dostrzec pewne podobieństwa do systemu edukacji.

Część II. Wolny wybieg.

W ubiegłym tygodniu analizowaliśmy silne i słabe strony tradycyjnych modeli chowu młodych kur. Dziś pora na prezentację metody alternatywnej.

Założenia.

Idea produkcji jaj w ramach wolnego wybiegu jest stosunkowo nowa. Jak każda idea, oparta jest na pewnych założeniach, które dla wielu kurzych rodziców mogą brzmieć kontrowersyjnie. Oto one:

Założenie pierwsze – jajko nie może być ważniejsze od kury. Jajka nie powinny być celem samym w sobie. Lepiej skupić się na samej kurze i jej rozwoju. Działać tak, żeby potrafiła radzić sobie w różnych sytuacjach życiowych, szczególnie zaś wtedy, gdy zabraknie jej bezpiecznego azylu klatki.

Założenie drugie – kura, która siedzi w klatce, nie rozwinie skrzydeł. Kurnik wytwarza sztuczną sytuację, która nie przekłada się na dorosłe, realne życie kury. Trzeba zadbać o to, aby dorastanie kury i jej rozwój odbywały się bliżej rzeczywistości.

Założenie trzecie – kura kurze nierówna. To co dla jednej kury jest strawne, dla innej nie. Zamiast znormalizowanej paszy lepiej jest dostosowywać program karmienia do potrzeb konkretnej kury.

Założenie czwarte – kura nie potrzebuje klatki, żeby znosić jaja. Kura wypuszczona z klatki prędzej czy później ogarnie się. Nie chodzi też o to, aby kura znosiła takie jaja, jakich oczekują od niej dorośli. Lepiej, żeby to były jaja bliższe kurze niż Centrali.

Podczas, gdy metoda chowu klatkowego może pochwalić się wypróbowanym know-how, wypracowanym w oparciu o dziesiątki lat doświadczeń, wolny wybieg dopiero raczkuje. Stan ten jest przyczynkiem do ataków ze strony konserwatywnych drobiarzy. Uważają oni, że to jedynie ryzykowny eksperyment, nie zaś dopracowana metoda. Konserwatyści zawsze w zanadrzu mają argument jajek i wymagań dotyczących ich produkcji. Argument ten jest trudny do zakwestionowania.

W tym miejscu należy poruszyć jeszcze jedną kwestię. Sukces ilościowy metody klatkowej oraz fakt, iż koncept ten dominuje na rynku, wynika nie tylko z wypróbowanego know-how konserwatywnych drobiarzy. Klatki są silnie wspierane przez kurzy system społeczny. Przykładowo – wyższe kursy drobiarskie rekrutują tylko te osobniki, które wykazały się największą wydajnością w produkcji ustandaryzowanych jaj. Tu także obowiązuje znana już zasada – im więcej jaj zniosłeś, tym lepszy kurs możesz wybrać. Cechy osobowościowe kury – wygdakanie, umiejętność życia w stadzie, samodzielność w poszukiwaniu karmy, czy legendarna kurza pamięć – nie są na tym etapie w ogóle brane pod uwagę. Rekrutacja na wyższe kursy drobiarskie to kolejny mocny argument zwolenników chowu klatkowego. Jeśli kursy te decydują o przyszłości kurzego dziecka, a oczekują tam jajek – trzeba te jajka im dać.

Co ciekawe – ani w trakcie, ani po ukończeniu kursów, nikt już nie pyta kur o jajka. Za to wszyscy oczekują kurzych umiejętności, które wcześniej nie były przedmiotem ani zainteresowania, ani rozwoju. Dorosłe kury w przypływie nostalgii wyciągają czasem stare, zakurzone świadectwa, aby pochwalić się swoim wnukom: “Patrz kurczaczku. A jak babunia była w twoim wieku, to tyle jajek znosiła!”

Oddajmy jednak głos praktykom wolnego wybiegu. Znamy już założenia metody, przyjrzyjmy się zatem jak działa ona w rzeczywistości.

Podwórko.

W metodykę wolnego wybiegu wpisane jest przekonanie, że młode kury powinny jak najwięcej czasu spędzać na podwórku. Podwórko jest bliższe naturze kury, zatem uczy kurę ważnych rzeczy. Na podwórku kury wchodzą w interakcje i poznają w ten sposób zasady stadnego życia. Pojedyncza klatka takich warunków nie stwarza – upycha się do nich kury o tych samych zdolnościach produkcyjnych – interakcje nie dokonują się zatem z wyboru. Ponadto na podwórku kury uczą się samodzielnego zdobywania pokarmu. Umiejętność ta pozwala im uniezależnić się od standardowej karmy i działać w oparciu o własne, osobnicze potrzeby pokarmowe.

Poszczególne kurniki w różny sposób wdrażają metodę podwórka. Są takie, które wybierają system mieszany. W systemie tym kury spędzają część czasu w klatkach. Tu dostają porcje standardowej karmy i są rozliczane z produkcji jajek. Pozostałą część czasu spędzają na podwórku, rozwijając ważne kurze umiejętności. Rozwiązanie to jest formą trudnego kompromisu z Centralą Drobiarską, która, co prawda nie ma nic przeciwko podwórkom, jednak wciąż trzyma się swoich standardów: “Chcecie uczyć kury samodzielnego dziobania – brawo! Chcecie, by rozwinęły skrzydła – zgoda. Ale na koniec roku chcemy zobaczyć jajka!”

Centrala regularnie kontroluje wszystkie kurniki, w tym celu powołała nawet specjalną instytucję kontrolną – Kuratorium. Kuratorium sprawdza, czy karma podawana jest kurom zgodnie z centralnymi przepisami oraz czy opiekunowie klatek posiadają wymagane kwalifikacje. Godzenie sztywnych wymogów kuratoryjnych z ideą wolnego chowu wymaga od zarządców nowych kurników nie lada ekwilibrystyki.

W ramach wolnego wybiegu młode kury dostają tylko część wysokoenergetycznej paszy przygotowanej wg. receptury zalecanej przez Centralę. Resztę pożywienia muszą zdobyć samodzielnie. W najbardziej odważnych rozwiązaniach, kury pozbawiane są paszy całkowicie – korzystają jedynie z tego, co same wydziobią. W kurnikach tych likwiduje się całkowicie klatki. Wariant ten wymaga wyjątkowej odporności psychicznej ze strony rodziców.

Efekty.

Dla młodych kur, które wcześniej nie zaznały komfortu znoszenia jaj w klatce, podwórko jest naturalnym miejscem rozwoju. Kury te uczą się jak zdobywać pożywienie samodzielnie. W doborze karmy mają też więcej swobody. Szybko też zaczynają znosić jajka. Jednak nie robią tego na gwizdek. Nabywają też nowych umiejętności i zachowań, nie do pomyślenia w klatce. Chętnie współpracują z innymi kurami, nie patrząc zbytnio na to czy towarzysz należy do tej samej, czy do innej klatki. Zniesienie podziałów klatkowych przekłada się również na obniżenie poziomu agresji.

Kury na podwórku zaczynają zachowywać się inaczej. Podskakują, drapią, dziobią, pogwizdują. Niektóre nawet próbują latać. Przypadkowy obserwator mógłby uznać to za przejaw szczęścia.

Należy teraz powiedzieć o czymś, co stanowi koronny argument przeciwników metody. Kury wolnego wybiegu mogą znosić mniej jajek. Ponadto jajka, które znoszą, bywają różnej wielkości i znoszone są nieregularnie. W tym miejscu potrzebne jest jednak pewne uściślenie – kury mogą znosić mniej jajek w standardzie oczekiwanym przez Centralę. Jednak podwórko i brak regularnego dokarmiania sprawia, że kury szybko uczą się brać sprawy, że tak powiem, pod swoje skrzydła – jeśli tylko znajdą karmę, która szczególnie im podchodzi, potrafią znosić jajka na tuziny, mendle a nawet kopy.

Omawiając metodę wolnego wybiegu warto nadmienić, że określenie “wolny” jest umowne. Każde podwórko jest przecież ogrodzone. Trwa dyskusja co do zasięgu płotu. Są kurniki, gdzie teren, po którym biegają swobodnie kury powinien być mocniej ograniczony, tak aby każdy ptak znajdował się w zasięgu wzroku opiekunów. Inni uważają, że granice należy stawiać jak najdalej. Bo każda, nawet najdalsza siatka szybko przypomni kurom o klatce. Zarządcy podwórek zastanawiają się również nad rolą opiekunów. Czy mają jedynie doglądać kur, czy wspierać je w dokonywaniu kurzych wyborów. Jedno jest pewne – niezależnie od modelu podwórka nikt tu nie powie do kury: “Znieś teraz jajko. Tu jest instrukcja.” Zamiast tego słyszy się pytania: “Kiedy chcesz znieść jajko?”, “Jakie ono będzie?”, “Po co ci to jajko?”, “Czego potrzebujesz, żeby je znieść?”

Mieć jajko i zjeść jajko.

Hodowcy, którzy wybrali metodę wolnego wybiegu, zgłaszają szereg obserwacji dotyczących tych kur, które pierwszą część swego życia spędziły w klatce, aby po kilku latach skorzystać z dobrodziejstwa wolności podwórka. Zmiana ta wywołuje różnorodne reakcje. Zdarzają się kury, które na podwórku wciąż wykazują zachowania typowe dla bycia w klatce. Czują się w obowiązku dalej produkować jaja w sposób, którego się od nich już nie wymaga. Zachęcane do samodzielności, pytają opiekunów: “Wszystko rozumiem, ale powiedz mi konkretnie – ile jaj mam znieść?”

Są też kury, które w efekcie uzyskanej wolnością, popadają w stan euforii. Kury te biegają jak szalone po podwórku, dziobią co popadnie i są trudne do opanowania. Inne chowają się po krzakach w obawie przed powrotem do klatki. Nie trzeba dodawać, że zachowania te wpływają na poziom produkcji jaj. Opiekunowie podwórka odnośnie opisanych wyżej zachowań przyjmują stoicki spokój. “Kury, które siedziały długo w klatce potrzebują odreagowania” – wyjaśniają – “To czas detoksu.”

Wielu kurzych rodziców ciężko znosi tę przemianę. “Widzę, że moja kurka jest szczęśliwa. Kiedy wraca z podwórka do gniazda cały wieczór radośnie gdacze” – mówią, lecz za chwile pytają – “Ale panie, powiedz pan tak szczerze – czy na pewno będą z tego jajka?” Nowe warunki budzą w nich szczere wątpliwości. “Kurza twarz” – drapią się w głowę – “Czy moje dziecko po kilku latach pobytu na podwórku, będzie potrafiło na powrót wejść do klatki?” Są też tacy rodzice, którzy, jak to się mówi – chcą mieć jajko i zjeść jajko. Cieszą się z podwórkowego życia kurek, jednak w domu na własną rękę włączają programy dokarmiania. “Patrz, Zuzia już ładnie stawia litery, a ty wciąż skrobiesz jak kura pazurem!” Dzieci, które odzyskały wolność, zaczynają czuć się w gnieździe jak w klatce. Wraca temat wydajności produkcji i pytania o jajka.

W takiej sytuacji opiekunowie starają się cierpliwie tłumaczyć rodzicom. “Jak chcecie, żeby wasze dzieci były samodzielne, aby same decydowały, co chcą skubnąć a czego nie, skoro wciąż biegacie za nimi i podtykacie pod dziób gotową karmę?” Z drugiej strony należy zrozumieć niepokój kurzych rodziców – ostatecznie ich dzieci czeka ten sam egzamin, co kury chowane w klatkach. I tak samo mierzona dojrzałość.

Perspektywa klatki.

Rosnące zainteresowanie wolnym wybiegiem wynika w dużym stopniu z faktu, iż rodzice doświadczyli uroków chowu klatkowego na własnej skórze. I nie chcą tego samego dla swoich dzieci. “Byłam ostatnio w mojej starej budzie” – mówi Anna Kurnikowa, finansistka – “… I mam wrażenie, że od ostatnich dwudziestu lat nic się tam nie zmieniło. Klatki ładniejsze, to wszystko.” Zaś Adam Kurmeyer, wzięty architekt, wspomina: “W klatce niewiele się nauczyłem. Znosiłem to, co mi kazali. Z kumplami szybko połapaliśmy się, ile jajek musimy z siebie wydusić, żeby dali nam spokój. Były też różne kombinacje: podbieranie jajek innym i udawanie, że znieśliśmy je sami. Albo kupowanie jajek i przemycanie ich do klatek. Opiekunowie często przymykali oko na nasze przekręty. W końcu im też chodziło o to, żeby jajka się zgadzały. Jednak najgorsze było teoretyczne podejście. Proszę sobie wyobrazić, że w ciągu tych wszystkich lat zniosłem tysiące jaj. A ci ani razu nie pokazali mi, jak zrobić z nich jajecznicę!”

Kurzy rodzice mają dziś wątpliwości, czy zafundowanie dzieciom dwunastu lat w klatce będzie dla nich szczególnie rozwojowe. Jednak sami przez to doświadczenie przeszli. Dlatego dziś – będąc dorosłymi kurami, projekt wolnego wybiegu oceniają, chcąc nie chcąc, ze swojej perspektywy – perspektywy klatki.

Kurza odpowiedzialność.

Wolny wybieg posiada jeden istotny mankament natury organizacyjnej. Trzeba to powiedzieć jasno – na podwórku jest zdecydowanie więcej pracy. W tych warunkach zmieniają się zadania opiekunów. Tu nie chodzi tylko o podsypywanie karmy i pilnowanie klatek. Na podwórku trzeba mieć kury na oku, sprawdzać czy w swoich harcach są bezpieczne, szukać jajek w najbardziej zaskakujących miejscach, motywować, gdy zachłyśnięte wolnością zapominają o jajkach. Istotnym zadaniem staje się praca z kurami, które korzystając z wolności rozbiegły się i pochowały po krzakach. Potrzeba tu wiele cierpliwości i umiejętności wspierania swoich podopiecznych.

W metodzie wolnego wybiegu kontrola jest trudniejsza, bo i mierniki kurzego sukcesu nie są tak jednoznaczne. Jednak zamiast ilości jajek produkowanych według rozdzielnika otrzymujemy coś, co zdaniem zwolenników wolnego wybiegu wydaje się szczególnie istotne – młode kury zaczynają samodzielnie podejmować decyzje. Przychodzą do opiekunów i mówią: “Wiesz jak lubię biegać po podwórku, ale zbliża się egzamin, który jest dla mnie ważny. Potrzebuję znieść więcej jajek. Czy mógłbyś mnie przypilnować i trochę przycisnąć?”. Niektórzy uważają, że to przejaw rodzenia się w młodych kurach poczucia odpowiedzialności za własne życie.

Uczące się odpowiedzialności kury zaczynają czuć, że kiedy znoszą, to znoszą swoje jajka. A to motywuje je do większego wysiłku. Znoszenie jajek zaczyna mieć dla nich sens.

Kury zaczynają lepiej rozumieć siebie i rozpoznawać własne emocje. Podwórko wymaga umiejętności współpracy, empatii i asertywności. Podniesienia poziomu kurzej samoświadomości doświadczają także rodzice. Niejeden ojciec usłyszał już w swoim gnieździe: “Tato, to jest moje życie i moje jajka. Nie możesz mi mówić, co mam znosić a czego nie.” Taka odwaga i gotowość do wyrażania własnego zdania, która jest efektem ubocznym podwórkowego życia, jednych rodziców przeraża – innych zachwyca.

Supermarket.

Na koniec jeszcze jedna obserwacja. Z jakiegoś, trudnego do wyjaśnienia powodu, jajka z wolnego wybiegu – choć nierówne, często mniejsze i dostarczane nieregularnie – są wyceniane przez rynek znacznie wyżej, niż te oferowane przez Centralę. Coraz więcej ludzi pyta o podwórkowe jajka i docenia ich wartość. Możecie łatwo zaobserwować ten fenomen – wybierając się w sobotni poranek na spacer do pobliskiego supermarketu.

Boguś Janiszewski

Starszy Opiekun w “Spark Academy”, poznańskim kurniku wykorzystującym w swojej pracy metodę wolnego wybiegu. Autor książek popularnonaukowych dla kurzej młodzieży. Ostatnio wydał: “Mózg. To o czym kury ci nie mówią.”

POPRZEDNI
NASTĘPNY