Menu Zamknij

Poznajcie Juliusza

Opowiem Wam o Juliuszu. Juliusz i jego rodzice zgodzili się, żebym Wam o nim opowiedziała – to oczywiste, że zapytałam. w tym roku skończy 7 lat. Znamy się od niedawna, zaledwie od września poprzedniego roku. Spotkaliśmy się tutaj, w Sparku – Juliusz rozpoczynał właśnie naukę w naszej szkole, a mnie przypadła w udziale rola wychowawczyni Juliusza (i całej grupy innych dzieci, ale ja nie o tym, nie dzisiaj…).

Początki bywają różne. Mogą być łatwe lub trudne, piękne lub przykre, smutne lub wesołe, zaskakujące, bądź przewidywalne. Początek naszej relacji zaczął się od tego, że Juliusz powiedział: “Nie chcę tego robić.” Kropka. 

Dla nauczyciela, którego goni program czy minuty na zegarze jest to sytuacja – delikatnie mówiąc – dość niekomfortowa. Człowiek się stara, zajęcia wymyśla, uatrakcyjnia, daje swoim podopiecznym zadanie, a jeden z nich mówi wyraźne “nie”. Juliusz sporo tym “nie” ryzykował. Nowa szkoła, nowa grupa, nowa nauczycielka – takie “nie” mogło zrujnować jego karierę szkolną, zanim się jeszcze na dobre zaczęła. W szkołach raczej nie toleruje się sytuacji, w których uczniowie odmawiają wykonania zadania. W obliczu takiego wyzwania nauczyciel (w owej “normalnej” szkole) wyciąga cały swój oręż, który zdobył w ciągu lat pracy i – stopniując kaliber oddziaływania – zaczyna od zachęcania, namawiania, proszenia. Jeśli to nie działa, trzeba wyciągnąć większe działa postawić sprawę jasno – albo zadanie wykonasz, albo będą tego odpowiednie konsekwencje. Tak czy siak – Juliusz wyboru by raczej nie miał i zadanie wykonać by musiał.

No cóż, jest jak jest – Juliusz nie chodzi do “normalnej” szkoły, rodzice Juliusza wybrali dla niego Sparka. Różnica to istotna, bo ja na Juliuszowe “nie” powiedziałam: “rozumiem, że zaproponowany przeze mnie sposób wykonania zadania ci nie odpowiada; jaki zatem proponujesz?”. I nie, nie – to wcale nie zadziałało jak zaczarowane zaklęcie – byłoby nieuczciwym tak przedstawić sprawę. Juliusz albowiem jest dzieckiem, które dobrze wie, czego chce, a jeszcze lepiej wie, czego nie chce. Nie zmuszałam go do pracy – byłoby to bezcelowe, nie taki jest bowiem mój cel, żeby dzieci wyglądały na takie, co się uczą. A skoro nikt Juliusza do pracy nie zmuszał, to Juliusz konsekwentnie odmawiał wykonywania kolejnych zadań. Za każdym razem chciał rysować, więc rysował.

Nie pamiętam, jak długo to trwało. Miesiąc? Niecały miesiąc? A może był to miesiąc z tak zwanym kawałkiem? W każdym bądź razie pamiętam ten moment bardzo dobrze, bo po nim stało się coś, o czym tak naprawdę ma być ten tekst. 

Ale po kolei. 

Dzień był jak co dzień, i jak co dzień także wtedy Juliusz podszedł do mnie i powiedział, że nie chce robić jakiegoś zadania. I wtedy wywiązał się między nami taki oto mniej więcej dialog (siłą rzeczy nie przytaczam go dosłownie):

Ja: Wiesz, Juliusz? Nie musisz tego robić. Możesz nie robić żadnego zadania.

Juliusz: Naprawdę? Nie MUSZĘ?

Ja: Nie musisz. Ja nie będę cię zmuszała do robienia czegoś, na co nie masz ochoty. To bez sensu.

Juliusz: Naprawdę? 

Ja: Naprawdę. To od Ciebie zależy, ile sobie weźmiesz z tego, co się dzieje w Sparku. Jeśli nie będziesz nic robił, niczego się nie nauczysz.

Do dzisiaj pamiętam wyraz twarzy Juliusza, serio. Był zaskoczony, jakby trochę nie chciał mi uwierzyć. Nie było “a jaki masz pomysł?”, nie było “co chcesz robić?”. Postawiłam sprawę jasno, a Juliusz – ten niespełna 7-letni chłopiec – usłyszał, że wszystko zależy od niego. Pewnie ktoś powie, że zagranie to było dość ryzykowne, ja jednak wiedziałam, że dziecko uczy się samo, jeśli tego chce. Czasem potrzebuje po prostu czasu. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, ile Juliusz będzie tego czasu potrzebował, ale byłam gotowa zaczekać. W Sparku nie gonią nas ani minuty, ani program nauczania, jesteśmy gotowi poczekać, jeśli będzie trzeba.


Kiedy piszę ten tekst, jest początek marca 2020. Juliusz jest w szkole od zaledwie 6 miesięcy, nie licząc przerwy na ferie, święta i inne “okienka”. Opowiem Wam coś o tym chłopcu, tym samym , który we wrześniu zaczął od “nie”. I wszystko, co teraz powiem jest prawdą – choć czasami sama mam kłopot, żeby uwierzyć w to, co widzę na własne oczy.


Widzę albowiem chłopca, który aktywnie uczestniczy we WSZYSTKICH naszych zajęciach. Potrzebuje jeszcze pomocy w czytaniu i pisaniu, nie wszystkie zadania są dla niego łatwe, ale Wiecie co? Podchodzi do mnie i prosi mnie o pomoc! Naprawdę! Mówi, czego potrzebuje, a kiedy już to ode mnie (lub innego ucznia) dostanie, wraca do swojej pracy i wykonuje ją do końca. Na szczęście nadal osiąga wyznaczone cele inaczej, niż ja to zaproponowałam – szkoda by było, gdyby tak pomysłowy chłopiec ograniczał się do pomysłów i propozycji dość już zużytej głowy…. ;). Najpiękniejsze jest to, że mimo podążania własną ścieżką, Juliusz dochodzi do tych rozwiązań i osiąga te cele, które były postawione przed całą grupą! Wie, że nie musi – powiedziałam mu to wyraźnie i bez dwuznaczności. I właśnie dlatego pracuje. Właśnie dlatego ćwiczy czytanie – bo nie musi tego robić, ćwiczy, bo chce i może. Właśnie dlatego ćwiczy pisanie liter i wyrazów – bo jeśli nie zrobi tego teraz, to będzie musiał zrobić to kiedyś indziej. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że Juliusz nie ma dni, kiedy mówi swoje “nie chcę tego robić”, jest to jednak zupełnie inne “nie”, nie ma nic wspólnego z “nie” wrześniowym. Teraz, kiedy Juliusz nie ma ochoty na wykonanie zadania, pyta mnie, kiedy mógłby zrobić to zadanie w innym terminie, albo czy mógłby zrobić je w domu. Widzicie tę różnicę? Słyszycie to “nie”, za którym stoi poczucie odpowiedzialności? Własnej sprawczości? 

Dla mnie Juliusz jest świetnym i prawdziwym przykładem na to, że “Spark działa”. Bez magicznych metod nauczania, specjalnych programów, bez kolorowych tablic motywacyjnych, bez ocen i nakazów. To działa, bo dzieci naprawdę uczą się, jeśli MOGĄ. Dorośli lubią czasami tę prostą prawdę komplikować, chcą przyspieszać, porównywać, wygrywać, ścigać się. Gdybym chciała, żeby Juliusz chciał tak bardzo, jak ja i tego samego, co ja, to on do dzisiejszego dnia mówiłby mi “nie”. Zamiast tego Juliusz mówi TAK sobie samemu. 

To ogromna radość i przywilej móc to obserwować.

P.S. Dziękuję Juliuszowi za zgodę na napisanie tekstu o jego funkcjonowaniu w Sparku. Dziękuję też rodzicom Juliusza za zaufanie i zgodę na to, bym opisała na blogu o tym, jak Juliusz fajnie się rozwija.


Mam na imię Renata, w Sparku działam z grupą 1-3. Kiedy opuszczasz mury szkoły “tradycyjnej”, aby pracować w Sparku, to nie ma opcji – często po prostu stajesz (fizycznie lub w przenośni) i w zadziwieniu i mówisz do siebie “a więc da się w ten sposób!” Ja w każdym bądź razie tak mam i po prostu muszę o tym pisać. Dlatego ten blog – żeby opowiedzieć Wam, jak jest w Sparku 😉