Menu Zamknij

Spark w koronie

Pobawimy się trochę w “ręka do góry”, dobrze? To coś w stylu ojca Wirgiliusza, z tą różnicą, że ja zaczynam zdanie od słów “ręka do góry” właśnie, a Wy podnosicie ją do góry, kiedy dane zdanie jest dla Was prawdziwe. Proste, prawda? To co, gotowi? 

Ręka do góry, kto bał się, że bez szkoły stacjonarnej dziecko niczego nie będzie się uczyło.

Dobrze, o właśnie tak. 

Ręka do góry, kto jest spokojny o edukację swojego dziecka tylko wtedy, kiedy widzi, jak od rana do popołudnia siedzi nad kartami pracy, podręcznikami i na lekcjach on-line.

Świetnie, dziękuję. 

Ręka do góry, kto uważa, że dziecko potrafi zadbać o swoje potrzeby i że do nauki nie trzeba nikogo zmuszać.

Mhm, dziękuję za odwagę, doceniam, doceniam.

Ręka do góry, kto odkrył w czasie pandemii, że jego dziecko jest pasjonatem tego czy tamtego i że potrafi spędzać na swojej pasji niekończące się godziny (albo coś koło tego).

A teraz będzie trudne, liczę jednak na Waszą szczerość.

Ręka do góry, kto uważa, że dziecko nie powinno mieć za dużo wolnego czasu, bo wtedy niczego się nie uczy.

Czas z koronawirusem to dziwny czas. Wszystko to, co do tej pory uważaliśmy za oczywiste oczywistym być przestało. Nagle okazało się, że nie można wyjść na kawę ze znajomymi, że nie możemy iść do pracy, że nie wolno nam spacerować po lesie, a szkoły zamknięto na cztery spusty. Było i nie ma. To znaczy jest, ale w zupełnie inny sposób. Kawę można pić w domu i tylko z tymi, którzy z nami na stałe mieszkają, pracę można wykonywać do domu, spacerować można przecież po balkonie, a szkołę uruchomi się zdalnie. Człowiek do wszystkiego jest w stanie się przyzwyczaić, maseczkę założy i jakoś da sobie radę.

I tak trwamy już niemal od trzech miesięcy. Szkoły starają się za wszelką cenę udawać, że nic się nie zmieniło i że jak w budynkach szkolnych można było dzieciom zadawać, sprawdzać i wymagać, tak i teraz można to robić. 

Gdybym ja grała z Wami w “ręka do góry”, to podniosłabym rękę przy wezwaniu trzecim i czwartym. Dzieci z mojej grupy (i pewnie nie tylko z mojej, w tych okolicznościach jednak mogę mówić tylko za siebie) mogą wybierać z tego, co proponuję im ja czy inni nauczyciele. Same mogą decydować, czego, jak i kiedy się uczą. Oddałam im ich czas całkowicie, bo WIEM, że nie ma takiej możliwości, żeby dziecko się nie uczyło. 

Żeby sprawdzić, czy na pewno tak jest, jakieś niecałe dwa tygodnie temu zaprosiłam rodziców dzieci z mojej grupy do zabawy “ręka do góry”. Wprawdzie wtedy nazwałam ją “ankieta”, zasady jednak były podobne. Ja zadawałam pytanie, a uczestnicy zabawy podnosili lub nie rękę, dając mi znać, jak im z tym Sparkiem na odległość jest. 

Chciałabym, żeby to oni dzisiaj poprowadzili ten tekst. 

Zacznijmy może od tego, jak jest z tym wybieraniem sobie zajęć. Czy to naprawdę działa? Czy nie jest tak, że jak dziecko nie musi, to robi jedno wielkie NIC?

Ania napisała, że jej bardzo się podoba, że jest OFERTA zajęć, a nie obowiązkowy PLAN zajęć. Indze nie wszystkie zajęcia przypadły do gustu, więc nie we wszystkich chce uczestniczyć. I dla mnie jest to ok.”

Podobnie o takim postawieniu sprawy pisze Marta: Ja mam przede wszystkim wielką wdzięczność, że to wszystko,co przygotowujecie nazywa się „oferta”, że to jest propozycja, a nie obowiązek. Że uwzględniacie bardziej dzieci (oraz nas – rodziców,którzy usiłujemy łapać jakiś balans w tej dziwnej sytuacji zamiast tłumaczyć tabliczkę mnożenia) niż podstawę programową”.

No dobrze, wszystko ładnie, pięknie i gładko, niech nawet będzie, że dzieci sobie zajęcia wybierają i że to działa. No ale przecież to jest szkoła! Tu się trzeba uczyć! Trzeba mieć pewność, że dziecko przyswaja wiedzę, którą przyswoić mu należy.

Magdo, mogłabyś zacząć?

“(…) Filip przez ten ostatni czas „uczy się w oczach”.(…) ogrom wiedzy przyswajanej przez moje dzieci w ostatnich tygodniach momentami mnie oszałamia. Chłopcy [Filip i jego brat] zrobili ogromny postęp, jeśli chodzi o samodzielność w obsłudze sprzętu elektronicznego i aplikacji, Filip namiętnie rozwiązuje krzyżówki, gra z wielkim zapałem w najróżniejsze gry, intensywnie pracuje nad różnymi projektami, które sam wymyśla. No i trenuje z piłką. I trenuje się w roli animatora, i uczy się poskramiać swoje zapędy organizacyjne w imię większej koncyliacji z bratem. I uczy się negocjować z nim i z nami. I ogólnie cały czas się uczy. I choć nie czyta chętnie, to jestem zaskoczona tym, jak płynnie mu to idzie, gdy w końcu go przycisnę.”

Marta chciałaby coś dodać:

“Widzę, że Ignaś nie ma parcia na zadania, ale jednocześnie przeżywa jakiś poznawczy skok rozwojowy: teraz na tapecie są płazy i gady oraz hurtowe czytanie książek i naprawdę zaawansowane intelektualnie planszówki z tatą. Więc i ja go nie gonię do tych zadań. Z drugiej strony wszystko, co się odbywa w ramach spotkań z wami go interesuje – widać, że potrzebuje kontaktu z tobą i z kolegami. I jeszcze chciałam napisać, że szczerze podziwiam, że tak szybko zorganizowaliście się w tej nowej formule”.

Powiem Wam, co jest w tym wszystkim najlepsze. Najlepsze jest to, że każde dziecko – tak, jak ich w grupie jest dwanaścioro – może tak organizować sobie czas, jak lubi i potrzebuje najbardziej. Jest wśród nich Filip, u którego słowo “obowiązek” wywołuje chyba jakiś niepokój. Magda, mama Filipa, zauważyła, że:

“(…) gdy Filip sam sobie wymyśli projekt, to realizuje go w podskokach (i nic innego się nie liczy), a lektury [zadane przez mnie, RR] są od samego początku na ostatnią chwilę, z musu, z konieczności, na siłę. Wcale nie dlatego, że on nie lubi czytać (a właściwie słuchać, jak mu się czyta), co to, to nie. Przypuszczam więc, że to ma jakiś związek z elementem obowiązku. Niektóre książki z listy autentycznie go nie wciągnęły, ale nawet tych, których słuchał chętnie, słuchał jakby z jakimś takim wewnętrznym buntem (bo to były te, które „musi” znać)”.

Jest tam też Marysia, która z kolei potrzebuje trzymać się planu, sprawia jej to przyjemność i daje możliwość rozwijania się. Zresztą, co ja Wam będę tutaj pisać, niech opowie o tym Ania, mama Marysi:

“Dzięki Waszej aktywności mam poczucie, że Mania ma twórcze, inspirujące i ciekawe zajęcia. Nie nudzi się, czeka na swoje lekcje on-line, śledzi swój plan tygodniowy i cieszy się na wszystkie zajęcia, żadnych nie chce ominąć. Uważam, że oferta szkoły jest bogata i powstała bardzo szybko. W tym trudnym czasie szczególnie cieszę się, że obie z Marysią wybrałyśmy kiedyś tę szkołę i że nas do niej przyjęliście 🙂

Myślę, że te tygodnie izolacji jakiejś wielkiej szkody Marysi nie wyrządzą. Oczywiście brakuje jej dzieci, towarzystwa rówieśników i spotkań z rodziną, przyjaciółmi oraz wyjazdów i różnych wycieczek. Jednak widzę, że ogólnie jest szczęśliwa i pogodna. Mam nadzieję, że dziewczyna da radę ;-)”

Jest w grupie Janek, który w tym czasie, spokojnie i bez zewnętrznej presji, zaczyna pokazywać, że rośnie w nim odwaga, która jeszcze niedawno była schowana. Janek nie tylko śmiało zaprezentował książkę grupie, ale też zaczyna tworzyć projekty. Jak pisze Karolina, mama Janka:

Janek korzysta też z innych materiałów jak Elementarz, jak że nie mamy możliwości drukowania wszystkich kart pracy. Janek załapał też trochę lepiej projekty.”

Jest coś, co martwi zarówno dzieci, jak i rodziców. Coś, o czym sporo dorosłych w tym organizowaniu szkół zapomniało i zapomina na nowo każdego dnia. 

“Jest tylko jedna taka rzecz, że jest słaba komunikacja ze sobą i chodzi też o to, po prostu, że nie możemy mieć interakcji. W szkole przerwę lepiej spędzam z kolegami niż tu sam i jestem bardziej wypoczęty”

Tak mówi o tym Filip, jeden z uczniów, mówią też o tym rodzice. Na przykład Marta, mama Grzesia pisze:

“(…) martwi mnie, że sytuacja się przedłuża, bo widzę, że Grzesiu bardzo tęskni. Mówi o tym, że bardzo chciałby iść do Sparka, tęskni za całą społecznością. W domu niestety większość dnia spędza sam, co mu bardzo doskwiera. Grzesiu bardzo lubi codzienne spotkania z grupą [on-line], czeka na nie niecierpliwie, pilnuje godziny i jest gotowy 15 minut wcześniej, są dla niego niezwykle ważne.”

Nie da się prawdziwych relacji zastąpić e-lekcjami, czatem czy rozmową telefoniczną. Wasze dzieci, Wy sami i my wszyscy zostaliśmy przez okoliczności zmuszeni do tego, żeby ograniczać swoje kontakty z innymi do minimum. I tak, jak nam jest z tym trudno, tak samo trudno jest z tym naszym dzieciom. Relacje są ważne. Nie zapominajcie o tym i następnym razem, zanim dołożycie dziecku kolejną lekcję na zaliczenie pomyślcie, czy na pewno to jest to, czego ono teraz najbardziej potrzebuje.

Na koniec chciałabym przytoczyć słowa Julii, mamy Juliusza. Kiedy przeczytałam je po raz pierwszy, wyczułam w nich pozytywne nastawienie, optymizm i otwartość na to, jak jest. 

“Szkoła działa. Wasz entuzjazm udziela się Juliuszowi i czuje ciągłość. Jednocześnie jest na tyle mały, że nie odczuwa szczególnie braku chodzenia do szkoły i rozwija się w pisaniu, czytaniu i twórczo sam w domu. Myślę jednak że w pierwszy dzień w szkole będzie baaardzo podekscytowany”.

Ja też tak myślę. 🙂

P.S. Chciałabym serdecznie podziękować Ani P. Magdzie, Marcie D., Julii, Ani K. Marcie J. i Karolinie. Dziękuję, że pozwoliłyście mi na użycie Waszych słów w tym tekście, współpraca z Wami to czysta przyjemność :).


Mam na imię Renata, w Sparku działam z grupą 1-3. Kiedy opuszczasz mury szkoły “tradycyjnej”, aby pracować w Sparku, to nie ma opcji – często po prostu stajesz (fizycznie lub w przenośni) i w zadziwieniu i mówisz do siebie “a więc da się w ten sposób!” Ja w każdym bądź razie tak mam i po prostu muszę o tym pisać. Dlatego ten blog – żeby opowiedzieć Wam, jak jest w Sparku 😉