Menu Zamknij

Szkoła Agora część 1

czyli opowieść o tym, jak robiąc krok wstecz znaleźć się na przedzie.

Boguś Janiszewski

Niniejszy artykuł stanowi nieautoryzowaną relację z pobytu grupy nauczycieli i kadry zarządzającej Spark Academy Poznań w  holenderskiej szkole Agora, oferującej nowatorskie, pozasystemowe podejście do kształcenia dzieci i młodzieży. Wizyta miała miejsce w dniach 22-23 maja 2017 i odbyła się dzięki uprzejmości Sjefa Drummena, założyciela szkoły.

Dzień pierwszy

Roermond to niewielkie miasto na południu Holandii, liczące nie więcej niż czterdzieści pięć tysięcy mieszkańców. Położone jest niedaleko granicy z Niemcami – podróż samochodem z lotniska w Dusseldorfie zajmuje nam mniej niż godzinę. Jak na warunki holenderskie Roermond jest miastem prowincjonalnym. Bass, holenderski konsultant, który towarzyszy nam w podróży, objaśnia, że znajdujemy się w miejscu o niejasnej reputacji. Silne związki z potężnym południowym sąsiadem, a także wpływy belgijskie każą Basowi wątpić, czy na pewno jesteśmy w tej prawdziwej holenderskiej Holandii.

Miasteczko jest zdecydowanie senne. Bass cieszy się, że przywieźliśmy z Polski pierwszy od dawna, słoneczny dzień. Na ulicach panuje niewielki ruch. Widać wiele starszych osób. Niektórzy poruszają się na elektrycznych wózkach. Wyczuwa się atmosferę dużego spokoju i luzu. Trudno zauważyć pośpiech.  Niezależnie od wątpiwości Bass’a, o holenderskości miejsca przekonują nas natychmiast rowery. Są wszechobecne. Jako piesi nie mamy uprzywilejowanej pozycji – chodniki są zdecydowanie węższe niż trasy przeznaczone dla użytkowników dwóch kółek. Sama architektura miasta nie należy do specjalnie wyrafinowanych. Proste, podobne do siebie domy, o równych jednolitych fasadach, pozbawionych zdobień, dobrze oddają protestanckiego ducha mieszkańców. Szybko okazuje się, że to jednak pozór, bo miasto przynajmniej z tradycji jest katolickie. Aż trudno uwierzyć, że w tym niewielkim, niczym nie wyróżniającym się w mieście, realizowany jest  jeden z najbardziej innowacyjnych projektów edukacyjnych Europy.

W Agorze jesteśmy umówieni na 15.00. To czas, kiedy powoli kończą się zajęcia. Gdy podjeżdżamy pod szkołę, budynek jest już prawie pusty.  Sjef wita nas na parkingu i prowadzi do wnętrza. Przestrzeń szkoły zaskakuje. Zniknął gdzieś protestancki ład, a w jego miejsce pojawiła się niezwykla kombinacja brył i form. Co tu dużo mówić – z perspektywy dorosłego użytkownika nieco kiczowata. Sjef podąża za naszym zainteresowaniem i wyjaśnia: “Kiedy projektowaliśmy budynek szkoły uznaliśmy, że nie będziemy pytać o zdanie nauczycieli. Obawialiśmy się, że nauczyciele będą chcieli rozwiązań, które znają ze starego systemu”. Docieramy do pomieszczenia, które okazuje się być  pokojem nauczycielskim.Choć dzieciaków w szkole już jak na lekarstwo, w pokoju nauczycielskim jest rojno jak w ulu. Jak dowiemy się później, godzinne spotkanie nauczycieli po lekcjach to codzienna rutyna, stanowiąca ważny element kultury organizacyjnej szkoły. 

Pokój nauczycielski ma w sobie coś z baru, zarówno ze względu na klimat, jak i wyposażenie.  Wejście Sjefa i naszej siedmioosobowej gromady, nie wywołuje specjalnego poruszenia. Ludzie robią swoje – piszą, rozmawiają, jedzą kanapki – siedząc wspólnie przy ogromnym konferencyjnym stole.  My w tym samym czasie, stojąc w kręgu przyswajamy pierwsze informacje na temat Agory.

Che Guevara edukacji

Zaczynamy rozmowę. Sjef i dyrektor szkoły wtajemniczają nas w podstawy metodyki nauczania Agory. To co słyszymy, brzmi znajomo, To co jest inne nowe, to pewien rodzaj pokory połączonej ze spokojem.  “Nie ma czegoś bardziej trudnego niż rozwijanie dziecka” – słyszymy. – “Dlatego musimy być gotowi na popełnianie błędów. Gotowi my i gotowi rodzice. W Agorze doceniamy błędy. “We dare to fail everyday and dare to grow everyday.”  “Naszą codziennością jest kryzys.” – podkreśla. “Gdybyście przyjechali trzy miesiące wcześniej zobaczylibyście zupełnie inną szkołą. Nasza praca to ciągłe wytyczanie ścieżki, budowanie mostu bez świadomości, dokąd ostatecznie dotrzemy.” 

Kiedy Sjef opowiada o szkole używa czasem terminologii zaczerpniętej z metodyki zarządzania projektem.  Raz po raz słyszymy o “agile” – zwinnym zarządzaniu. Powoli orientujemy się że szef jest typem wizjonera i radykała.  Z jego perspektywy tradycyjny system kształcenia pogrążył się, zapadł sam w sobie (“traditional system imploded”). Zatem jego wizja nie sprowadza się do korygowania obowiązującej metodyki, pudrowania  systemu, wprowadzenia nowego softu do starych struktur. Sjef postuluje rewolucje. Przed nami stoi Che Guevara edukacji.

Odnosząc się krytycznie do tradycyjnego systemu Sjef domaga się radykalnej zmiany reguł. Odwołuje się przy tym do barwnych metafor. “Wyobraź sobie że jedziesz ulicą” – opowiada – “I widzisz, że na chodniku leży osoba która krwawi. Ty jednak jedziesz dalej.  Później ludzie pytają się dlaczego w tej sytuacji, nie zatrzymałeś się nie pomogłeś. Odpowiadasz – bo tam był zakaz zatrzymywania się, nie mogłem się zatrzymać.” Sjef zaraża nas przekonaniem, że reforma edukacji musi być głęboka i wymaga wywrócenia dotychczasowych paradygmatów. 

Jaki ma zatem pomysł na nowy wymiar edukacji człowiek, który uważa, że dotychczasowy model właśnie wchodzi w stadium agonii? Zaufanie! Zaufanie do kadry, do siebie nawzajem, do własnych przekonań i zaufanie do uczniów. “Every child has high potential” – powtarza Sjef.  “Jestem przekonany, że każde dziecko w swej naturze chce się rozwijać i uczyć.” Zaufanie, o którym mówi trudno uznać za frazes. Wyczuwa się je już od pierwszych minut rozmowy z kadrą Agory. Przyjechaliśmy z dalekiego kraju, o którym nie najlepiej się ostatnio mówi w mediach europejskich. A mimo to przyjmowani jesteśmy z otwartością, trudno odczuć choć cień dystansu. Wszyscy chętnie się z nami dzielą swoją wiedzą. “Pytajcie” – zachęcają – “Może dzięki temu  popełnicie mniej błędów niż my!”

Szacunek, to druga obok zaufania wartość, która napędza edukacyjne mechanizmy Agory.  “Akceptujemy ciebie takim jakim jesteś, przyjmujemy twoją różnorodność. Rozumiemy że możesz mieć inne oczekiwania, predyspozycje, wymagania związane z przyswajaniem wiedzy.  To dla nas oczywiste. Szanujemy też ciebie jako osobę, twoją odrębność.” Zdanie “Każdy jest inny.” – powtarzane jest w Agorze jak mantra. Usłyszymy je jutro jeszcze wielokrotnie rozmawiając z uczniami.  Rozmawiamy też o tym, jak ważne jest samopoczucie uczniów. “Jesteśmy świadomi tego że w Holandii 11% ludzi przed dwudziestym rokiem życia ma za sobą traumatyczne doświadczenia, najczęściej związane ze szkołą.  Chcemy tego naszym uczniom oszczędzić. Dlatego istotną wartością, również w szkole, jest dla nas jakość życia. Trzecią kluczową wartością jest ciekawość. Naszą drogą do wiedzy rozwoju jest przede wszystkim pobudzanie naturalnej ciekawości ucznia.”

Holenderskość

Analizując metodę Agory należy uwzględnić specyfikę holenderskiego społeczeństwa i jego podejścia do roli władzy i systemów państwa.  Holandię wyróżnia otwartość na innowacje i gotowość do eksperymentowania w dydaktyce. Sjef opowiada o wizycie urzędnika z holenderskiego odpowiednika naszego kuratorium. Osoba, która przyjechała na wizytację uznała, że nie może dokonywać oceny tego, co dzieje się w Agorze, w oparciu o kryteria, którymi dysponuje. Kryteria te nie są dostosowane do okoliczności.  W związku z tym urzędnik wrócił do kuratorium… przygotować nowe kryteria – specjalnie dla Agory. 

Eksperymenty dydaktyczne przyjmowane są w Holandii z dużą życzliwością, co z perspektywy naszych  rodzimych doświadczeń może nieco dziwić. Agora jest zatem obserwowana z uwagą, zarówno przez Ministerstwo Edukacji jaki środowisko akademickie. “Nasza szkoła współpracuje z uniwersytetem z Amsterdamu. Profesorowie potwierdzają, że nasza metoda działa”.

Przejdźmy do rzeczy

Słuchając Sjefa, uświadamiamy sobie, że przywołuje on idee i pomysły na edukację, które nie są całkowicie nowe. Czytaliśmy o nich u Juula, Kleina czy Robinsona. Słyszeliśmy już o zaufaniu, dawaniu przestrzeni, odwoływanie do naturalnej potrzeby uczenia się i spontaniczności dziecka. Przekonania na temat tego, na czym powinna opierać się nowoczesna edukacja, mamy zatem uwspólnione. Pora więc zapytać o metodę. 

“Znacie zapewne określenie >2.0.<” – mówi Sjef – “ >2.0.<  oznacza, że coś jest na czasie aktualne, należy do wirtualnego progresywnego świata.  Jeśli trzymać się tej kategorii, można powiedzieć, że nasz nauczyciel to nauczyciel >0.0.<  Bo nasz pomysł na edukację i na edukacyjną rewolucję to powrót do źródła. Nauczyciel >0.0.< to osoba, która wchodzi w bliskie, szczere, prawdziwie autentyczne relacje ze swoim uczniem, która każdą osobę traktuje indywidualnie, szanując jej wyjątkowość. Chce traktować ucznia z taką ważnością, jakby to było jego własne dziecko.” 

Ten sposób relacji nie jest jednak możliwy bez współpracy z rodzicami.  Dlatego w Agorze nikt nie zadaje pytania, czy rodzice to sojusznicy czy wrogowie.  Rodzice postrzegani są jako naturalny i niezbędny czynnik w procesie kształcenia. Kiedy w szkole pojawia się nowy uczeń, nauczyciel prowadzący odwiedza go w domu, w jego naturalnym środowisku.  Spotkanie z rodziną to okazja do rozmowy, poznania pasji i motywacji ucznia. Można też przy okazji wspólnie przygotować posiłek. Z założenia rodzic jest cennym partnerem, który wspiera nauczyciela. W trakcie roku szkolnego do standardu należy organizowanie spotkań indywidualnych z rodzicami, którym towarzyszy uczeń. W modelu, w którym nie skupia się uwagi na tym czego uczeń nie umie – a koncentruje się na wsparciu w rozwoju, obecność ucznia – podmiotu całego procesu wydaje się oczywista i nieodzowna. 

Gdzie się uczyć?

Sjef w rozmowie rzadko używa określenia “nauczyciel” (teacher). Obowiązującym terminem jest “coach”. Relacja edukatora z uczeniem ma zatem charakter sokratejski. Zresztą na popiersie filozofa można się natknąć na korytarzu szkoły. Sokrates rezyduje w  znakomitym towarzystwie – Hipokratesa i Platona. “Jesteśmy tutaj od zadawania pytań i tego samego oczekujemy od uczniów.” – słyszymy – “W tradycyjnym systemie uczeń ma zaadaptować się do sytuacji. Adaptacja wyklucza prawo do wątpliwości i zadawania pytań.  My mówimy coś przeciwnego – zadawaj pytania. No dobrze, ale jak mam się uczyć zadając pytania – dziwią się uczniowie. Ucz się sam, ucz się od kolegów, a jeśli potrzebujesz – poszukaj eksperta. Ekspertów i mistrzów możesz spotkać w murach szkoły, Są nimi również rodzice twoich kolegów.  Bądź aktywny i poszukuj Inspiracji.”

Sjef jest absolutnie przekonany, że tworzenie warunków dla edukacji opartej na zaufaniu, ciekawości i inspiracji wymaga odrzucenia tradycyjnej formy zajęć. Aby pokazać nam, jak przekonanie to funkcjonuje w praktyce, zaprasza nas na przechadzkę po szkole.  Po chwili stajemy przed przeszkloną salą… przepraszam – halą lekcyjną. To kilkaset metrów kwadratowych powierzchni, pełnych kątów i zakamarków. Widok jest niesamowity. Wokół nas dziesiątki stanowisk pracy, stworzonych rękami uczniów. Oto stoły sklecone z desek,  przemalowane produkty z Ikei, surowe szkolne meble wycięte brutalnie w fantazyjne kształty, kanapy, stare biurka regały. Jest nawet drewniane, piętrowe łóżko. Całość wygląda jak magazyn teatralnych rekwizytów. Tymczasem jesteśmy w miejscu, w którym każdego dnia doświadcza edukacji ponad setka uczniów Agory. Każdy ma swój kąt, swój intymny szkolny świat.  Widać, że indywidualiści najwyraźniej przycupnęli po kątach, niektórzy próbują nawet odgrodzić się regałami. Ale są też takie zestawy, które sugerują że ich użytkownicy dążą do tworzenia małych wspólnot – wolą pracować razem. Cóż, przecież każdy jest inny.

Przyglądamy się temu wszystkiemu z dużym niedowierzaniem. Jak to możliwe, żeby w takich warunkach setka dzieciaków, siedząca na jednej kupie mogła się czegokolwiek nauczyć? Sjef żegna się i pozostawia nas w stanie zadziwienia. Na dowody przyjdzie nam czekać do rana.


Boguś Janiszewski

Starszy Opiekun w “Spark Academy”, poznańskim kurniku wykorzystującym w swojej pracy metodę wolnego wybiegu. Autor książek popularnonaukowych dla kurzej młodzieży. Ostatnio wydał: “Mózg. To o czym kury ci nie mówią.”